Dlaczego gromadzimy przedmioty? 4 powody

XXI wiek upływa pod znakiem rosnącego konsumpcjonizmu, globalizacji, cyfryzacji i dynamicznego rozwoju. Nigdy wcześniej dostępność dóbr nie była tak duża. Możemy robić zakupy leżąc w łóżku przy pomocy kilku kliknięć myszy. Bez trudu wypełniamy nasze wirtualne koszyki. Weekendowe wycieczki do centrów handlowych też powoli zyskują miano sportów.

Mówimy Shopping is my cardio. Popularne stają się slogany budujące w naszej społecznej świadomości obraz kobiety owładniętej zakupowym szałem , jako tej nowoczesnej, wyzwolonej i spełnionej. Posiadanie staje się miarą spełnienia i wyrazem statusu. Kupujemy, bo możemy- mamy na to czas (czy aby na pewno?), pieniądze i przede wszystkim- możliwości. Sklepy oferują nam niezliczoną ilość fasonów, trendów i kolorów. Niemal każdy znajdzie coś dla siebie.

Wraz ze wzrostem dostępu często spada również jakość materiałów, z których wykonywane są ubrania, dodatki oraz przedmioty. Rzeczy stają się sezonowe. Stosunkowo szybko przestają nam służyć, ale mimo to nie potrafimy się ich pozbywać? To, że coś przestaje być użyteczne, oznacza przede wszystkim, że trzeba to czymś zastąpić. Niestety jednak, często nie wypełniamy pustego miejsca, a tworzymy nowe. Na rynku dostępne są dziesiątki poradników dotyczących organizacji- garderoby, regałów i szuflad. Kuszą nas ozdobne kartonowe pudełka, cz przegródki. Z biegiem czasu zamiast dochodzić do wniosku, że posiadamy zbyt wiele rzeczy, przypisujemy sobie brak umiejętności w zakresie organizacji, więc kupujemy kolejne pudełka i przegródki. Skąd wzięło się u nas takie przywiązanie do rzeczy, które często są zepsute, stare, albo nieużyteczne? Dlaczego nie potrafimy pozbywać się przedmiotów?

TRUDNA HISTORIA

Jestem z pokolenia, które przyszło na świat w wolnej Polsce. Urodzeni po roku 90. Nie można powiedzieć, że wiemy czym jest strach przed utrata tego co się ma, albo tęsknota za tym co nie jest w naszym zasięgu. Byłam jednak wychowywana przez rodziców, który na własnej skórze silnie odczuli te obawy i właściwie dopiero uczyli się funkcjonowania w kraju, w którym wzrasta dostępność. Pojawiły się wzory, kolory i przedmioty dotąd niedostępne. Gdzieś w środku wciąż pokutowała w nich tęsknota za zachodem, więc zaczęli gromadzić dobra, które w jakiś sposób miały udowodnić, że wcale nie są gorsi od innych. Pierwszy kolorowy telewizor, mikser, maszynka do mięsa. Buty okazały się mieć inne kolory niż czarny i brązowy. Można było kupić sobie w sklepach to co się chciało, a nie to było można. Zaczęło się chcieć. Ci z nas, którzy wychowywali się w rodzinach, gdzie przekonanie o tym, że nasz status materialny musi mieć odzwierciedlenie w tym co posiadamy, na pewno dobrze rozumieją co mam na myśli. Muszę przyznać, że mnie też tego nauczono i długo nie wiązałam historii kraju z popularyzacja posiadania. Być może powodem była zwyczajna ludzka obawa przed tym, że czegoś znowu zabraknie. Chcieliśmy na zapas mieć, jakoś się ubezpieczyć. Dla mnie wychowanie w takiej „adaptującej się” do wolności rodzinie było źródłem jednego błędnego przekonana, które dopiero niedawno udało mi się zrewidować- masz to, na co Cię stać. W takiej sytuacji łatwo wpaść w pułapkę kupowania, a później trudno jest się tych rzeczy pozbywać. Dlaczego trudno? Bo zaczynamy kojarzyć rzeczy z silnymi emocjami i przekonaniami na temat naszej wartości. Powiedzmy, posiadanie 30 marnej jakości torebek, których nawet nie używamy możemy tłumaczyć sobie jako fascynację modą, albo dobrą sytuację finansową. W rzeczywistości przedmioty nie definiują naszej wartości. Na szczęście dostrzegam, że ta tendencja trochę się zmienia.

SENTYMENTY, PAMIĘTKI I PREZENTY

Jesteśmy sentymentalni. Właściwe trudno powiedzieć, że jest w tym coś złego. Jesteśmy przekonani, że zatrzymujemy pewne rzeczy ze względu na uczucia do osób, które coś nam podarowały, albo z uwagi na pozytywne wspomnienia- sukienka z komunii, pierwszy mleczny ząb. Trudno jest nam pozbywać się rzeczy, których emocjonalna wartość jest wysoka, bo to wywala w nas poczucie winy. Czujemy się tak, jak byśmy zdradzili te bliskie nam osoby, lub chwile które z nimi dzieliliśmy. Jak by nie były dla nas ważne. Często nasze kontakty są słabe, być może nawet już ze sobą nie rozmawiamy. Te rzeczy dają nam iluzoryczne poczucie więzi, które być może już nie istnieje. Jeśli pamiątki, które przechowujemy są symboliczne, w małej ilości i faktycznie służą nam, to nie ma tym nic złego. Niestety rzeczy nie mają siły sprawczej. Nie spowodują, że ktoś nas znowu pokocha, albo zadzwoni, jeśli do tej pory tego nie robił. Dlatego, choć może to wydawać się brutalne, jestem zwolenniczką pozbywania się tego, co nam nie służy.

LĘK PRZED NIEISTNIENIEM

Zwłaszcza u osób starszych można zaobserwować wzrost skłonności do gromadzenia nadmiernej ilości rzeczy. Czasem jest to wynik samotności, czasem zwiększenia się wolnego czasu, ale może być również tak, że materialne rzeczy stają się naszym posagiem. Mechanizm ten może być realizowany bez udziału świadomości. Widmo zbliżającej się śmierci skłania ludzi do refleksji nad tym, czego udało im się dokonać, co po sobie zostawiają na świecie. Zgromadzone rzeczy mogą być próbą pozostania wśród osób żywych w jakiś symboliczny sposób. Non omnis moriar. Czy nie tego pragniemy? Istnieć zawsze. W pamięci naszych bliskich, ale też w tym wszystkim, czym po naszej śmierci będziemy mogli ich obdarować. Trwać w rzeczach, które do nas należały.

WYRAZ ASPIRACJI I WEWNĘTRZNYCH PRAGNIEŃ

Ubieranie przedmiotów w emocje niezwykle mnie fascynuje. Długo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to co posiadamy jest tak silnie związane z tym kim jesteśmy, kim się czujemy, oraz z tym, do czego tak naprawdę dopiero aspirujemy. Znam osoby, które kupują setki rzeczy, będących podróbkami znanych marek. Ich pragnienie w posiadaniu wyraża aspirację do należeć do świata, w którym dobra luksusowe są dostępne. Często takie próby stają się karykaturą naszych kompleksów. Trudni jest nam pozbywać się rzeczy, bo definiujemy przez nie swoją wartość. Nie chodzi tylko o status materialny. Często to co posiadamy ma za zadanie nas uwiarygodnić- potrzebujemy wielu książek by wchodzić za ludzi mądrych, eleganckich ubrań by potwierdzić swoje dobre wychowanie i kulturę osobistą. Ta chęć posiadania nie zostaje odzwierciedlona wyłączne w tym czym się otaczamy, ale też w tym, co preferujemy- np. fakt, że jesteśmy skłonni jeść potrawy, które nam nie smakują, ale pozwalają zabłysnąć w towarzystwie. Bywa i tak, że sami towarzystwo nam tak naprawdę nie odpowiada, jest zbyt nudne, albo zbyt rozrywkowe, ale daje poczucie być wystarczająco dobrym, tak dobrym jak inni.

Nie potrafię krytykować osób, które w ten sposób postępują. Sama długo trwałam w pułapce konsumpcjonizmu i z trudem się z niej wydostaje dochodząc do bardzo trudnych dla mnie wniosków.  Osoby, stawiane za autorytety, w dziedzinie minimalizmu potrafią podać dokładną liczbę wszystkich rzeczy, które posiadają. Mnie takie ograniczenie nie są potrzebne i zdecydowanie nie byłyby one w zgodzie z tym kim jestem, jak żyję i czego pragnę. Muszę jednak przyznać, że nawet skrajne postawy potrafią być dla mnie źródłem przyjemnej inspiracji.

W jakim celu Wy otaczacie się konkretnymi przedmiotami? Czy identyfikuje się z rzeczami, które posiadacie? Czy potrafcie się ich pozbywać?

Reklamy

4 myśli na temat “Dlaczego gromadzimy przedmioty? 4 powody

  1. Szczerze mówiąc, o tym jakim „chomikiem” jestem przekonałam się dopiero po dłuższym korzystania z aplikacji Aliexpress. CIęzko jest powiedzieć sobie dość, ale kiedy codziennie lub (co najwyżej) co trzy dni przychodzi do nas jakas zamówiona z chin pierdółka zauważamy, że cos jest nie tak. Biżuteria, podróbki butów i torebek, i setki gadżetów.
    Bardzo fajny post. pozdrawiam 😉

    Lubię to

    1. O jak bardzo ten komentarz jest mi bliski! U mnie również był ten sam problem. Przez lata stawiałam na ilość, jakość była dla mnie czymś utopijnym- nie rozumiałam tej idei. O zgrozo, dopiero niedawno zaczęłam czytać o materiałach i pierwszy raz sprawdziłam, co jest na moich metkach- to było w pewnym stopniu szokujące i przykre, ale też wiele dzięki temu zrozumiałam.
      Pozdrawiam!

      Lubię to

  2. Moim zdaniem główną przyczyną kupowania coraz to większej ilości jest niskie poczucie wlasnej wartosci – jeśli mężczyzna nie czuje się męsko, będzie chciał mieć coraz to droższe auto – tak wynika z mojej obserwacji. U kobiet z ubraniami to trochę inaczej chyba, bo mają potrzebę podobać się samym sobie, ale i z tym różnie bywa:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s